369291658_499e5816bd_o

Bez mojej zgody!

Kto ma prawo decydować o tym, kto powinien żyć, a kto umrzeć? Czy wystarczy być rodzicem, żeby skazywać swoje dziecko na śmierć? Jest jakaś różnica między aborcją a świadomym mordem dokonanym na dużym już dziecku? A co jeśli to wszystko dzieje się z dobrego serca i w dobrej wierze?

Kultura 22 czerwca 2011 2 komentarze

Amelia

Oddawanie krwi jest dobre. Nikt temu nie zaprzecza. Podobnie dawcy szpiku – zasługują na szacunek i uznanie. Słuszne są inicjatywy mające na celu przekonywanie ludzi, że po śmierci można zostać dawcą narządów i w ten sposób uratować komuś życie. W końcu – skoro nam się już to wszystko nie przyda, a ktoś może z tego zrobić niezły użytek, to nie ma się nad czym zastanawiać. Właściwie nie ma tu nawet dylematów etycznych.

Żeby ona mogła żyć.

My Sister`s keeper, czyli Bez mojej zgody to prawdziwe mistrzostwo. Taki film zdarza się raz na kilka lat. I dlatego zasługuje na to, żeby na chwilę się przy nim zatrzymać. Porusza bardzo ważny problem. Młode małżeństwo spotyka prawdziwy dramat – ich malutka córka jest śmiertelnie chora. Lekarz prowadzący podsuwa im pewien pomysł – spłodzenie kolejnego dziecka mogłoby przedłużyć życie temu pierwszemu. Idea jest więc prosta: matka powinna urodzić kolejne dziecko, które zostanie dawcą krwi, szpiku, organów – aby to pierwsze mogło żyć. Pomysł oburzający już na wstępie, ale oni się zdecydowali. Bez zastanawiania się nad konsekwencjami. Bez zadawania sobie pytań – czy tak można?

Ktoś musi się poświęcić.

Akurat w tym wypadku nie było możliwości, aby to matka, ojciec, starszy brat albo ktoś z dalszej rodziny został dawcą. Czasu było mało, trzeba było szybko działać. Na świat przyszła Anna, dzięki której Kate zyskała szansę na dłuższe życie. Dopóki Anna była mała, rodzice robili z nią co chcieli – poddawali ją bolesnym zabiegom, transfuzjom i innym interwencjom medycznym – wszystko oczywiście w imię wyższego dobra. Ale dzieci dorastają i któregoś dnia Anna zaczęła się buntować. Do tego stopnia, że wystąpiła do sądu z prośbą o to, aby rodzice nie mogli dłużej sprawować nad nią kontroli.

Nie prosiłam o to.

Ten film jest prawdziwym dziełem w zakresie relacji międzyludzkich. Pokazuje na pozór zwyczajną rodzinę, która musi zmagać się z bardzo poważnymi problemami. Pokazuje zdeterminowaną matkę, która nie potrafi ani nie chce pogodzić się z nieuchronnością śmierci swojego dziecka. W tym momencie przypominają mi się wszystkie kobiety – wojowniczki o życie swoich dzieci. Nie pytają nikogo o zgodę, na zastanawiają się nad niczym, tylko ślepo walczą o życie. Pewnie kieruje nimi instynkt macierzyński, pewnie miłość, ale czy wszystko można tym usprawiedliwić? Czy można rozbić rodzinę tylko po to, żeby komuś ofiarować kilka dni życia? A co z pozostałymi członkami rodziny? Tymi, którzy są zdrowi i nie mają już siły? I chcieliby wreszcie normalnie zacząć żyć…

Nie ma dobrego rozwiązania.

To są trudne wybory. Kiedy kogoś kochamy, chcemy go za wszelką cenę zatrzymać przy sobie. Pytanie jednak, czy robimy to dla dobra tej osoby czy po to, żebyśmy to my nie cierpieli? A może lepiej pozwolić ludziom chorym w spokoju umrzeć, zamiast katować ich kolejnymi cudownymi metodami, które rzekomo pomogą? Minimalizowanie bólu, opieka, i towarzyszenie w ostatnich godzinach – może to są zadania dla najbliższej rodziny?

Przeczytaj również:

Sztuka nie gryzie! 5 powodów, dla których warto chodzić do teatru.

Współczesny świat, w którym rozrywka zajmuje istotne miejsce, oferuje nam wiele: można wybrać się do kina, telewizja zachęca brakiem konieczności opuszczania wygodnego fotela, Internet kusi nieomal nieskończoną dostępnością różnego rodzaju filmów i seriali. Wiele ludzi zapomina o świątyni sztuki – teatrze. Czy coś takiego powinno mieć miejsce?

Inne artykuły:


Autorem tego artykułu jest:

Komentarze (2)

~gaylord 22 czerwca 2011

Ja mam prawo.

~joint 22 czerwca 2011

Szkoda mi tej Ani :(
Prawa autorskie do zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/justastranger/369291658/sizes/o/in/photostream/

Popularne i ważne

Najnowsze artykuły